niedziela, 10 czerwca 2012

Trinny i Susannah, czyli jak się nie ubierać?

Zastanawiam się, skąd biorą się w modzie autorytety?? Mam nadzieję, że inne dziedziny życia, w kwestiach autorytetów rządzą się odmiennymi prawami. Nawet nie chcę myśleć, że w medycynie czy ekonomii jest podobnie i w tych dziedzinach autorytety też biorą się znikąd. Wciąż zadziwia mnie fakt, że Pan Jacyków jest modowym guru? Przecież racjonalnie rzecz ujmując ktoś, kto wygląda tak tandetnie i niegustownie powinien być totalnie niewiarygodny. To tak, jak zaufać fryzjerce, która ma popalone włosy, albo kosmetyczce w pryszczach... Podobnie jest z brytyjskim duetem „mega stylistek”. Skąd ta zbiorowa histeria na tle Trinny i Susannach? Przecież ich stylizacje są słabe, nieeleganckie, nieefektowne, przestarzałe, a niekiedy nawet złe...Chyba one same na eventy wynajmują profesjonalną stylistkę, która pomaga im się lepiej ubrać, bo tak na co dzień, stanowią modowe kuriozum i doskonale promują swój poradnik "T&S- Jak się nie ubierać?"
 No, więc skąd się biorą takie autorytety??? Jedyna odpowiedź, jaka mi się nasuwa to, że od czasów cesarstwa nic się nie zmieniło. "Chleba i igrzysk…" Im bardziej prostacki i nieskomplikowany jest przekaz, tym potencjalnie znajdzie liczniejszą podobnie prostacką i nieskomplikowaną grupę odbiorców. Zamiast edukować i przebijać się na wyższy poziom estetyki, wrażliwości, można iść na skróty i pochlebiać hołocie. Wniosek drugi. Elegancja jest jednak dla wybranych. Skromna i zdystansowana. Zawsze tak było i widać tak być musi. Moda dla mas, klasa dla nielicznych...Smutne, ale chyba nic na to nie da poradzić.   
No to dodam jeszcze kilka zdjęć. Nie wiem czy będziecie się śmiać czy płakać? W każdym razie, jeżeli chcecie dziewczyny być eleganckie, oto  Jak się nie ubierać...





6 komentarzy:

lagarconne pisze...

Zastanawiałam się jakiś czas temu, czy ktoś odważy się skrytykować te dwie wielkie stylistki (i pana J.) :)

CLASSIC VALERIA pisze...

Napisałaś, czy ktoś się odważy ? To już brzmi jak zamach na królową. Pamiętasz taką bajkę Andersena, "Nowe szaty cesarza" ? Cesarz był nagi. Podobnie jest w tym przypadku. Trzeba zatem być albo głupcem albo totalnym hipokrytą, żeby nie mówić tego głośno. Niestety jak widać, żyjemy w medialnym świecie modowych hipokrytów i ignorantów.

lagarconne pisze...

Elegancja ta raczej samotna droga, wymagająca wiele wysiłku i pomyślunku, na którego wykonanie wielu ludzi mentalnie nie stać. T&S są kobietami, które, można rzec, żyją z mody, można też więc przypuszczać, że mają w tej dziedzinie autorytet, ba, wydały nawet jakąś książkę (książkę z analizą proporcji! a analiza to prawie praca naukowa) a autorytety są bardzo wygodne, bo zwalniają z samodzielnego myślenia. Typologia figur wg T&S jest bezbolesna: pani ma szersze ramiona a pani szersze biodra, takie jesteście, pogódźcie się z tym. Analiza mocnych i słabych stron figury odfajkowana. Ich "system" nie wymaga wielu rzeczy, które na drodze do prostoty trzeba wprowadzić w życie, np. poznania siebie i zmiany myślenia o sobie, zastanowienia się nad swoim wizerunkiem i nad przekazem, jaki ubranie wysyła, systematycznego pozbywania się nieużywanych rzeczy (po angielsku to się ładniej nazywa - wardrobe editing), nakładania na siebie dyscypliny podczas zakupów i unikanie pułapek w postaci np. szybkiej gratyfikacji, jaka z nich płynie. Jeśli przyjąć za jakimiś badaniami nawyków konsumpcyjnych i motywacji, że kobiety chodzą na zakupy, aby się dowartościować a ich zadowolenie rośnie proporcjonalnie do ilości zakupionych przedmiotów, to kupienie jednej bardzo dobrej i zazwyczaj drogiej rzeczy jest mniej satysfakcjonujące niż wydanie tej samej ilości pieniędzy na kilka tańszych a modnych ubrań z sieciówki. Zauważenie, że ubrania wychodzą z mody po paru miesiącach równa się przyznaniu do wyrzucenia w błoto całkiem sporych sum... bolesny dysonans poznawczy, tym większy, że z ubraniami jest gorzej niż z samochodami: podczas gdy nowy samochód po wyjechaniu z salonu traci 30% wartości, ciuch z metką na allegro nie pójdzie za więcej niż 50% ceny z metki. Powstaje samo-nakręcająca się spirala kupowania sezonowych ubrań i upewniania się w wyborach a T&S jej pomagają. Wyszukiwanie ubrań ponadczasowych wymaga wiedzy z zakresu historii sztuki i ubiorów (ciężka sprawa, trzeba przysiąść nad książką), nauczenie się podstaw krawiectwa (ocena jakości tkanin, kroju, wykończenia), wykształcenia w sobie nawyku analizowanie trendów, ale u źródła, czyli na podstawie zdjęć z pokazów mody a nie przy pomocy magazynów oraz zarzucenia kolekcjonowania, zbieractwa. T&S upewniają kobiety, że kupują we właściwych sklepach, we właściwych ilościach i właściwej jakości oraz że jedyna rzecz, o której muszą myśleć, to podkreślenie bioder, lub założenie seksownej sukienki. Seksownej, czyli koniecznie opinającej. Dają kobietom dokładnie to, czego oczekują. Masowo.

CLASSIC VALERIA pisze...

Lagarconne, dziękuję Ci za ten cudowny komentarz. Nic dodać, nic ujać.

Mag Ik pisze...

O zesz... dobrze ze siedzialam :) Moze jestem ignorantka, ale o owych paniach nie slyszlam ;) Niewiele stracilam :) O panu J. obilo mi sie o uszy bedac w Polsce. Idealnie ubrany na... Gey parade...
Zawsze powtarzam, ze klasyka jest ponadczasowa. Mam spodniczke, ktora kupilam ponad 20 lat temu w istniejacej jeszcze Modzie Polskiej. Nosze ja do dzisiaj. Obecne ciuchy... no cóz... trafiaja sie ciekawe, trafiaja sie dobre gatunkowo, ale ostatnio przerzucilam sie na szycie.
Rozpisalam sie... wracam do czytania bloga :)

Anonimowy pisze...

Trinny i Susannah nie ubierają kobiet na gale i nie mają pretensji do kultywowania eleganckiego stylu. One po prostu wyciągają bezrobotne od lat panie domu ze spranych worków i podpowiadają, co zrobić, by nie wyglądać jak facet i generalnie nie być niewidzialną. Moim zdaniem ich porady co do sylwetek są cenne.

Nie należy też zapominać, że one są Brytyjkami, a w tym regionie podejście do szyku jest inne niż u nas, zaś ich wielka popularność wynika z prostego faktu, że były (chyba) pierwszymi osobami, które zaprezentowały tego typu format.

Możliwe też, że w ich wypadku rządzi zasada "szewc bez butów chodzi" (aczkolwiek powyższy wybór zdjęć wygląda na mocno tendencyjny, niewykluczone, że na 50. innych fotografiach panie wyglądałyby nienagannie). Iluż to jest specjalistów, którzy komuś doradzą lepiej niż sobie?

Nie chciałabym być złośliwa, ale nawet w Pani przypadku posty "teoretyczne" wypadają ciekawiej niż autorskie stylizacje. W rozważaniach serwuje Pani "umiar", "klasykę", "elegancję", a w praktyce miszmasz wzorów i kolorów. Niekoniecznie harmonijny.

Uwagi co do stylu Jacykowa również nie wydają mi się do końca uzasadnione. Fakt, że stworzył on swój wizerunek Szalonego Kapelusznika (tudzież Pajaca) polskiego szołbiznesu nie oznacza, że nie dobierze ubrań sekretarce, czy prezesce banku spółdzielczego.

Pani również ma swój charakterystyczny, nieco pretensjonalny styl, który mnie osobiście kojarzy się z Via Condotti: dużo, ciężko, bogato, często dość banalnie przy całym tym przepychu. Stylistka w norkach i masywnym naszyjniku to skojarzenie równie oklepane jak stylista w plastikowych spodniach i kapeluszu z piórkiem. Z jednej strony jest awangarda na siłę, a z drugiej - lukus na siłę.

Bardzo wielu stylistów ma tendencję do przebierania się w swoje własne karykaturki, więc gdyby klienci mieli oceniać ich inaczej niż po efektach pracy, to chyba bylibyście Państwo bezrobotni.

Mam, mimo wszystko, nadzieję, że wróci Pani do regularnego pisania, bo - jak wspomniałam - Pani posty o proporcjach są pomocne.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...