poniedziałek, 15 grudnia 2014

Moja subiektywna relacja z Hush Warsaw




Chociaż może zawodowo powinnam, nigdy szczególnie nie interesowałam się nowofalowym rynkiem polskiej mody. Okazją do tego był udział mojej marki w targach Hush Warsaw, które skupiają polskich projektantów i polskie marki modowe pod jednym dachem, na dwudniowych targach mody. 

 Chciałam krótko, podzielić się z Wami swoją bolesną refleksją. 

Z jednej strony to fantastyczne zjawisko, że ta strefa aktywności w Polsce wreszcie ożyła i jest coraz więcej odważnych zakładających swój własny modowy biznes i brand.  Z drugiej niestety, mam poczucie, że większość z tych marek nie ma nic do powiedzenia. Żyjemy w kraju opanowanym przez szarą dresówkę. 
 Przechadzając się między stoiskami miałam nieodparte wrażenie, że większość rzeczy jest koszmarnie brzydka, dziwaczna i w dodatku fatalnie odszyta. Nie rozumiem tej zbiorowej histerii na polskie marki, które de facto oferują beznadziejny, słaby i jednocześnie bardzo drogi produkt. 
Pocieszam się jedynie tym, że jako rynek jesteśmy na początku drogi. Zachłystujemy się możliwościami i z biegiem czasu odbiorcy staną się bardziej wymagający, a twórcy zauważą, że nie wystarczy bele co i byle jak.  Osobiście nie wybrałabym praktycznie ani jednej rzeczy z oferowanych na targach, nawet gdyby dawano mi je za darmo.  Spodobał mi się jedynie jeden długi sweter od Jemioła, ale na pewno nie był wart 1590zł. Cena świadczy o tym jak jesteśmy, jako konsumenci robieni w trąbę. I jedna wieczorowa spódnica za niewygórowaną kwotę 300zł.  Mam nadzieję, że z biegiem lat dojdziemy do normalności, przestaniemy się zachwycać szmatami z bawełny, za niebywałe pieniądze, a zaczniemy doceniać krawiectwo, kunszt i pomysł.
 Moja refleksja… nie popadajcie w zbiorową histerię na polskie marki, bo póki, co nie mają wiele do zaoferowania, a kasują jak za zboże.... nie ma to nic wspólnego z dobrym stylem.









18 komentarzy:

Anonimowy pisze...

miałam podobne przemyślenia jakieś dwa lata temu, kiedy doznałam "zachłystu", że polskie i modne. Te ciuchy są tak masowo szyte, bo do nich nie potrzeba żadnych umiejętności i pomijając gust wszystkim pasują. Żadnych francuskich szwów, zaszewek na biust, talię i biodra, ręcznie podszywanych podszewek. Nie potrzeba ani umiejętności, ani wyszukanych wykrojów. Nawet jak biorą się za szlachetniejszy materiał, to nadal jest to krój worka, żeby pasowało na największy odsetek człowieka, poza tym nadal jakość wykończenia porównywałabym do sieciówkowego.
Jestem wielką miłośniczką szycia miarowego, niestety fachowców w tej dziedzinie w moim mieście brak (a to duże miasto wojewódzkie). Mam swoją krawcową, ale do raczej prostszych rzeczy (czyli sukienki i spódnice, krawcowe damskie nie radzą sobie z żakietami i spodniami).

Pięknie Pani wyglądała.

Anonimowy pisze...

Niestety nie wiem co to za impreza. Warszawe odwiedzam 2-3 razy w roku i musze powiedziec ze potencjalni klienci sa w pewien sposob nabierani nie tylko przez rodzime marki. Nie wiem z czego zrobiony byl sweter projektanta ale jak na polski rynek rzeczywiscie cena dosyc wysoka, choc biorac pod uwage ze dluzszy sweter sieciowki Stefanel wyprodukowany w Chinach bedzie mniej wiecej w tej samej cenie to kupilabym pewnie ten pierwszy (zakladajac ze mi sie spodoba).
Juz pisalam w komentarzach dotyczacych plaszczy chyba ze rowniez zagraniczne marki bardzo drenuja polskiego klienta i czasem niestety zle sie to dla nich konczy, roznice w cenach w Polsce i we Wloszech na przyklad bywaja szokujace.
W tej chwili prawie nie kupuje nowych rzeczy (!) nie z braku srodkow bynajmniej. Niestety, moim zdaniem trzeba bardzo, bardzo natrudzic sie zeby znalezc rzeczy klasyczne, dobrze uszyte, wyprodukowane w Europie z doskonalych naturalnych tkanin. Ufff! Czy to zadania wygorowane? na szczescie sa krawcy, ciagle mozna kupic doskonale tkaniny i do dziela. Z ostatnich/nieostatnich objawien na polskim rynku modowym bardzo podobalo mi sie kilka rzeczy Magdy Butrym, bardzo utalentowanej kobiety, zycze jej jak najlepiej i ciesze sie ze zakonczyla wspolprace z poprzednim pracodawca, mam nadzieje ze "wyplynie" poza Polske.
Pozdrawiam serdecznie, Iza.

elw pisze...

Muszę się z Wami zgodzić, chodzenie po sklepach w celu kupienia czegoś co będzie mi służyło na lata (bo takich ciuchów na jeden sezon mam sporo) zakrawa na cud. W szale kupiłam nawet koszulkę Roberta Kupisza i nigdy więcej!!!! To była moja jedyna przygoda z polskim projektantem.
Irytują mnie te wszystkie bluzki gdzie na pierwszy rzut oka musiałabym usiąść z nożyczkami i zacząć odcinać sterczące nitki, potem okazuje się, że fason do niczego i nijak to leży, do tego jakość materiału. Takie zakupy to kara dla mnie.

Anonimowy pisze...

Alleluja! I znow strzal w dziesiatke. Wszyscy tylko o mlodych niezaleznych projektantach, o ich dbalosci o detal, o umilowaniu prostoty etc. Bzdura! Workowate szmaty, ktore do podlogi sie nie nadaja, bo wody nie wchlaniaja. I za duzo kosztuja, by ja na szmaty do podlogi przerobic. Przepraszam, ze sie unioslam.
Dobry ciuch to sie dzis w lumpeksie kupuje. Taka prawda.
Sliczna autorka. Fryzura niezwykle twarzowa.

Jeeves pisze...

Trafiła Pani w dziesiątkę z komentarzem do polskiego rynku mody. Mąż namawiał mnie na wyjazd na Hush, ale nie chciało mi się przemierzać 200km, by oglądać szare dresy. On miał motywację w postaci Macaroni Tomato, ja takiej próżno szukałam.
Będę mało oryginalna - pięknie Pani wygląda.

McBeauty pisze...

Dziękuję za ciekawy wpis. Z niecierpliwością czekam na następne posty. Serdecznie pozdrawiam, Dominika

Anonimowy pisze...

Myślę, ze popularność polskich marek występuje tylko w pewnych środowiskach. Pewnie tam jest "trendy" ubrać się we wspomniane ciuchy. Przeciętnych ludzi nie stać na przepłacanie za, jak zauważyła jedna z przedmówczyń, rzeczy bez kroju i fasonu, które nie nadają się nawet do wycierania podłogi -
Fatalnie uszyte i odszyte.
Zauważyłam ( chociażby p. Horodyńska w swoim programie) nagminne używanie słowa "odszyty/e/a" w złym kontekście - zamiast słowa "uszyty/e/a" a nie - wykończony ( odszyty kawałkiem materiału, plisą itp ). Aż mnie czasami uszy bolą. :)

Anonimowy pisze...

Tak, łatwo jest krytykować. Macaroni Tomato, to chyba brand wzięty z męskiego bloga W. Szarskiego, do którego Pani dołączyła. Monochromatyczny zestaw Pani na zdjęciach z Hush mnie na kolana nie powalił. Osobiście kupuję rzezczy Maison Martin Margiela, bo cenię awangardę, a nie biurowe kombinezony.

CLASSIC VALERIA pisze...

Macaroni Tomato, to nie jest Brand do którego dołączyłam, to jest Brand, który wraz Z Wojtkiem od zera stworzyłam. Postanowiliśmy, zostawić nazwę z bloga, reszta w dużej mierze jest moją własną kreacją. Co do Margieli, nie mój styl, gratuluję budżetu. :)

maga pisze...

"Monochromatyczny zestaw Pani na zdjęciach z Hush mnie na kolana nie powalił"- a dlaczego miał powalić? Jest elegancko i szykownie + dobra figura i ładna buzia. Osobiscie jestem zachwycona i zazdroszczę :) Na zdjeciach widać prostotę i elegancję - moze i nie powala, ale jest super :)

Anonimowy pisze...

Byc moze kostium rzeczywiscie nie powala ale jednak prezentuje sie o wiele szykowniej niz wiekszosc "wytworow" mlodych i zdolnych (zdolnych inaczej? czy raczej cwanych i wyrachowanych). Jak juz wiekszosc pan wspomniala, wytwory te to glownie szmaty z dzianiny bawelnianej, byle jak skrojone i uszyte, a z drugiej strony napuszone i pretensjonalne "projekty" marek w rodzaju lamania. prosze nie myslec ze sie przyczepilam, ale rzeczywiscie wpadamy ze skrajnosci w skrajnosc. Awangarda zas wyglada moim zdaniem bardzo dobrze tylko na pewnych typach urody, w stosownym juz wieku (choc niekoniecznie) zawsze odziewa osobowosc (wielce kreatywna zazwyczaj) wiec nalezy uwazac z awangardowymi zapedami:)
A odnoszac sie do krytyki, uwazam ze jesli jest to krytyka konstruktywna a nie krytyka dla krytyki to moze wyjsc tylko na dobre. Pytanie, czy ci "projektanci" w swoim zadufaniu dostrzegaja swoj brak warsztatu...

Anonimowy pisze...

jak nie powala, jak powala :-)
wszystko zależy od tego co się komuś podoba, oraz jaki efekt chce uzyskać.
Ja np. wolę usłyszeć że ładnie wyglądam, a nie że się ładnie umalowałam. Czyli nie efekt wow, tylko: niby nic szczególnego, ale pięknie wygląda i nie wiadomo jak to skopiować.

Anonimowy pisze...

Tak, tak - chodzi o efekt, jaki chce sie wywolac. Mysle ze kazda z nas woli uslyszec, ze ladnie wyglada, a nie ze ma ladna sukienke. Czlowiek przede wszystkim. A wspolczesne projekty, moim zdaniem, "zagluszaja" osobe je noszaca. Widac tylko ten ciuch. To nie jest dobre i nie o to chodzi. Chyba. Mnie nie o to. Ale co kto lubi :-)

Anonimowy pisze...

Twórczość polskich projektantów promuje niejaka Harelblog.pl Mowę mi odjęło, gdy trafiłam na jej pełne zachwytu opisy kolejnych kolekcji "młodych i zdolnych" projektantów z rodzimego podwórka. Czasami zakrawa to na kiepski żart...ale peany na cześć niektórych projektów w zestawieniu z ich faktyczną jakością, kunsztem kroju, wykończeniem i stylem brzmią kuriozalnie. Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

masz rację, poszukajcie Panie na blogach szafiarskich sukienek niejakiej Natalii Siebuły. Ja bym po domu tak kiepsko uszytych kiecek nie nosiła...

Anonimowy pisze...

Milych Swiat i wiele sukcesow w Nowym Roku!

Anonimowy pisze...

Witam! Fajny blog, ładny i praktyczny. Mało takich dla kobiet, dziękuję. Mam pytanie z gatunku savoir vivre. Fascynator - coraz chętniej noszony przez kobiety. I ja myślę o kupnie, bo w maju rozpoczyna się sezon komunijny. Mam tylko problem, co z nim zrobić przy stole? Zdjąć czy zostawić? Pozdrawiam Justyna.

Jolanta Pawlak pisze...

Bardzo mi się podoba Pani blog i już myślałam, że js tylko tak myślę, bo nie podobają mi się projekty pokazywane przez większość młodych polskich projektantów. Bardzo ciekawe posty i stylizacje.pozdrawiam http://grsy50plus50dresses.blogspot.com

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...